piątek, lipca 02, 2010

Motoleopard - relacja No.4 02.07.2010

Joł Joł. Wyruszyliśmy blisko tydzień temu. Po niecalych 200 km Ukrainy niespodzianka... Dziura w pokrywie zaworów w Kacie u Krzyśka, zerwany łańcuszek rozrządu, zajechany wałek rozrządu itd. Mniejsza z tym dlaczego ... ale jak to ogarnąć ? Szybka akcja. Ola (pseudonim "wszystko sie da ogarnąć" ) dopadła koleżkę z częściami w Wawce, nastepnego dnia po południu trafiły do Lublina a ja już tam czekałem na nie. Póżniej cała noc walki i po południu drugiego dnia od awarii ruszamy z "naszej" już wtedy stacji.
Ale to nie koniec. Przy sporej prędkości urywa się wentyl w mojej dętce z tyłu... Rezultat dziura w baku + pare innych usterek... . Walcząc z komarami przy ruchliwej drodze na Kijów zmieniamy dętkę, później kleimy bak magicznym ruskim klejem (tym samym którym krzysiek skleił pokrywe zaworów).
A Paweł na Hondzinie ... ma moduł ... więc nic mu nie grozi. Poza tym jest chroniony niewiedzą.
No i grzejemy dalej. Strategia na Rosje ... - jedziemy jak gang, bang bang. Milicaje wąchają gumę. Na granicach robimy borutę, łapuwek nie dajemy (większych jak 3 euro przynajmniej), przynajmniej narazie.
No i od dzisiaj w Kazakstanie my są... W polskiej Parafii w Uralsku gdzie Paszka nas sprowadził. Prysznic, naprawa usterek i za chwile dalej w drogę. SKWARRRRRRRRRRRRR...
Skład jest fajny, jedzie się dobrze (pomijając wibracje które mózg wywracają na lewą stronę), jakieś 2.5 klocka przez Kazakstan i będziemy w Kirgizji.
Pozdro. Klon 


0 komet:

Prześlij komentarz